niedziela, 4 sierpnia 2013

Chapter Two

 Patrzyłam na niego moimi oczami. On tylko się szyderczo uśmiechał... Do głowy przychodziły mi same Okropne scenariusze co może mi zrobić. Zabić? Zgwałcić? Może to i to? Nie wiem i wiecie co? Nie chcę wiedzieć. Z przerażenia wstrzymałam oddech i zacisnęłam powieki.
- Czyżby nasza mała "fair" się przestraszyła? Huh?- Szepnął swoim jakże denerwującym głosem prosto do mojego ucha. Brzydziło mnie to nie powiem, że nie. Co z tego, że był przystojny,seksowny... i mogłabym wymieniać dalej ale co z tego?! Był zboczeńcem? Pedofilem? Mordercą? Z rozmyśleń wyrwało mnie kolejne zdanie wydobywające się z jego ust. - A może... To nie ty jesteś Tą Niebezpieczną Fair? - Uśmiechnął się szyderczo.
 - To jestem ja i wiesz co TO moje miasto. To JA się tu urodziłam. Nie wiem człowieku skąd się tu wziąłeś ale wiedz, że ze mną się nie zadziera.-Prychnęłam. Poczułam nagły przypływ Odwagi? Tak chyba tak. - Do zobaczenia w szkole chłoptasiu.- Mrugnęłam do chłopaka po czym zaczęłam kierować się w stronę mojego domu. Przyznam miałam załatwić interesy  ale teraz jakoś mi się odechciało... Jedyne na co miałam teraz ochotę to położenie się do mojego jakże wygodnego łóżeczka. Musiałam się bardzo zamyślić bo nawet nie spostrzegłam, że byłam już w domu i kierowałam się do pokoju. Tak wiem jestem dziwna. I to bardzo ale nic nie zrobię taka już jestem! Nie zastanawiając się nad tym dłużej od razu położyłam się na moje łóżko po czym zamknęłam oczy. Nie minęło nawet kilka minut, a Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy...
_____________________________________________________
 Obudziłam się z rana strasznie zmęczona ale co zrobię? Muszę iść do szkoły... Jednym zwinnym ruchem wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do garderoby. Wzięłam pierwsze lepsze ubranie i skierowałam się do łazienki. Szybko zdjęłam z siebie wczorajsze ciuchy i wrzuciłam je do kosza na brudy. Potem zwinnie wskoczyłam do kabiny i zaczęłam się myć. Po skończeniu rannej toalety ( wiecie prysznic mycie zębów nakładanie ubrań itp.) Wyszłam z łazienki. Szybko skierowałam od się na dół wziąć mój plecak. Kiedy miałam go już na plecach po czułam wibracje w mojej prawej kieszeni oznaczające telefon. Szybko odebrałam nie zwracając uwagi na to kto dzwonił.
- Halo? - Warknęłam.
- Więc teraz tak witasz swoją przyjaciółkę kiedy stoję przed drzwiami twojego domu i czekam na otworzenie? - Zapomniałam... To dzisiaj. TO ten dzień w którym Nicol miała wrócić ze swojego "zadania". Szybko się rozłączyłam i otworzyłam drzwi na oścież z promiennym uśmiechem.
-Nicol! KOCHANIE!- Wrzasnęłam przez co kilka ludzi idący za pewnie do pracy lub szkoły popatrzyli się na mnie jakbym miała trzy głowy. Idioci.
- O MÓJ BOŻE KOTEK! Jak dawno Cię nie widziałam! - Wrzasnęła, a potem razem ze mną wybuchła śmiechem. Uwielbiałyśmy ściągać na siebie uwagę i zachowywać się jak  lezby. Tak tak jesteśmy chore.
Przeniosłam ciężar na lewą nogę po czym zaczęłam jej się przyglądać. Nawet nie zauważyłam, ze była przygotowana do szkoły! Oh Głupia Ja. Popatrzyłam się raz na nią raz na jej samochód dając jej do zrozumienia, że musimy już jechać ta jedynie pokiwała głową po czym szybko pobiegła do auta. Ja jedynie zamknęłam dom po czym razem z nią wsiadłam do samochodu. Szybko go odpaliła i wjechała na drogę. Wiedziałam, że jesteśmy spóźnione no ale co zrobię? My już takie jesteśmy. Zaśmiałam się w duchu. Kiedy byłyśmy już na miejscu szybko wysiadłyśmy z auta i pobiegłyśmy w stronę szkoły. Wchodząc do niej skierowałyśmy się do mojej szafki. Nic (jak ją czasem nazywałam) miała szafkę obok mnie więc nie musiałyśmy biegać, np. na drugie piętro. Byłyśmy też razem w klasie przez co nauczyciele za pewno nie będą szczęśliwi... Otrząsnęłam się i razem z moją BEST FRIEND weszłyśmy do klasy  od angielskiego, którą mieliśmy z panią wielka-łeb-mała-dupa (ktoś tam z klasy ją tak nazwał i wicie tak już zostało). Wszyscy z klasy łącznie z naszą drogą nauczycielką skierowali wzrok na nasze osoby.
- O panienka Black i jej koleżanka Alctin . Jak się ciesze, że was widzę.-Powiedziała z pogardem w naszą stronę nadal zapisując coś na tablicy. Suka.
- Tak też się ciesze, że panią widzę. - Uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam z Nicol do ostatniej ławki. Szybko zajełyśmy miejsca po czym "starałyśmy się" skupić na lekcji angielskiego. Po około 10 minutach? Zadzwonił dzwonek wyrywający nas z tej okropnej klasy.  Od razu skierowałam się do swojej szafki nie zwracając większej uwagi czy Alctin idzie za mną gdyż  teraz miała chemia, a ja matematykę. Dwa znienawidzone prze ze mnie przedmioty pod rząd? Świetnie tak dalej! - Krzyknął głos w mojej głowie. Dosłownie kapał z tych słów sarkazm. Czuliście to? Tak? To piątko bo ja także. Wzięłam książki od matmy po czym skierowałam się pod sale 305 gdzie miały odbyć się lekcje. Nawet nie zauważyłam kiedy obok mnie usiadł jakiś chłopak. Ehh ten mój pech. Z zamyślenia wyrwał mnie głośni głos dzwonka zapowiadający początek lekcji. Czyli tak ma być zawsze? Ten chłopak musi już tutaj siedzieć? Oczywiście! Co się jeszcze nie domyśliłaś?!-Prychnął mały irytujący głos w mojej głowie. Do środka sali weszła pani Clark i od razu zaczęła wypisywać coś na tablicy. Nie miałam najmniejszego zamiaru patrzeć co tam pisze chociaż wiem! Temat lekcji, ależ ja bystra! Spoliczkowałam się w moich myślach i wróciłam do gapienia się w mój zeszyt. Tą jakże ciekawą czynność przerwał mi mój "kolega" siedzący obok.
- Więc witaj Fair ponowie.- Wyszeptał mi do ucha. Sądzę, że w tej chwili oczy wyleciały mi z orbit. - Jestem Justin. Justin Bieber kochanie.-Zamruczał do mojego ucha. Jeżeli powiedziałabym, że to jest Okropne skłamałabym. To było wspaniałe uczucie tym bardziej, że ten chłopak był jakże pociągający. STOP! O czym ty myślisz dziewczyno?!
- Ja jestem Alison. Alison Black. - Prychnęłam i zaczęłam skupiać się lub próbowałam. Nie dziwcie się mi! Gdyby obok was siedział jakiś jakże tajemniczy, seksowny za pewne Bóg Seksu o zniewalającym zapachu perfum też nie mogły byście się skupić. Z piekła wyrwał mnie dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Nareszcie... Szybko spakowałam swoje rzeczy po czym wybiegłam z klasy. Podbiegłam do mojej szafki i schowałam w niej wcześniejsze książki po czym znowu ją zamknęłam. Rozejrzałam się do około szukając wzrokiem niskiej blondynki. Nic zero! Nigdzie jej nie ma. Cholera. Dzisiejszy dzień jest okropny. Spokojnym krokiem poszłam do damskiej łazienki ale kiedy usłyszałam czyiś głos po prostu mnie zamurowało w dodatku, że To coś odbywało się w łazience. Ewww.
- Oh Pieprz mnie!- Usłyszałam głos Nicol i na serio nie wiedziałam co zrobić. Wejść tam i ryzykować zobaczenie tego na własne oczy czy zignorować to, że ktoś pieprzy moją przyjaciółkę i iść dalej? Chyba wybiorę to drugie. I w tej chwili można uznać mnie za samolubną ;).
Siedziałam na kanapie w domu Troy'a. Uśmiechałam się oglądając mój ulubiony film ,, Patrz przed siebie ''. Właśnie leciała scena kiedy dziewczyna szła ulicą spoglądając na swoje buty i nie myśląc co może się stać i wtedy... PRZEJECHAŁ JĄ SAMOCHÓD. Nie wiem czemu ale zawsze kiedy to widziałam wybuchałam śmiechem teraz też tak było ale kiedy usłyszałam wiązankę przekleństw dochodzących z kuchni od razu ucichłam. I wiecie co wtedy zrobiłam? Zamiast iść do mojego chłopaka i się o niego troszczyć po prostu mówiłam sobie :  Nic nie rób. Nic Ci się nie stało. To co stanie się innym nie jest ważne. Najważniejsze jest to co stanie się z Tobą samą. 
Tak w tamtej chwili byłam chamska i to bardzo. Jeżeli wiedziałabym, że mam zabić Troy'a po prostu bym do niego podeszła. Nie wiedziałam tego, więc nic nie zrobiłam... Od razu zaczęłam iść w stronę sali od matematyki. Chociaż, że w tym momencie nie miałam na to najmniejszej ochoty.  Kiedy wędrowałam "prawie" pustymi korytarzami poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Szybko się odwróciłam i spojrzałam w Jego stronę. Ten jedynie przycisnął mnie bardziej do ściany wywołując u mnie ból w plechach. Zaczął obdarowywać moją szyje  lekkimi pocałunkami. Jego pełne malinowe wargi delikatnie dotykały moją skórę. Potem zaczął ją lizać i ssać. Nie powiem ale bardzo mi się to podobało poddałam się. Chłopak spojrzał w moje oczy i szybko pocałował moje usta. Na początku tego nie odwzajemniałam ale potem po prostu  moje usta same chciały więcej i zaczęły je odwzajemniać.  W brzuchu poczułam stado motyli co było dla mnie dziwnym uczuciem. Nigdy tego nie doznałam. Zaczęliśmy wkładać w nasz pocałunek więcej uczyć. Justin zjechał swoimi rękoma na moją pupę i mocno ją ścisnął przez co nabrałam do ust dużo powietrza. Bieber korzystając z sytuacji włożył nachalnie swój język do moich ust co wywołało po między naszymi językami "walkę"? Tak to dobre słowo. Szybko oderwaliśmy się od siebie żeby nabrać powietrza ale tym razem zamiast znowu się całować Justin oparł swoje czoło o moje. Przez chwile patrzyliśmy się sobie oczy po czym Justin szepnął wprost do mojego ucha.
-Dobrze całujesz shawty.-Mruknął po czym najnormalniej na świecie odszedł zostawiając mnie samą na środku korytarza. Stałam tam jak kołek przyglądając się znikającej postaci chłopaka zastanawiając się co ja właściwie zrobiłam. Byłam po prostu w szoku.
_________________________________________________________________________
   No jest późno bo 22 a ja dodaje wam jak na razie drugi rozdział. Miało go nie być ale się jakoś postarałam <3. Mam nadzieje, że 
chociaż wam się podoba bo robiłam rozdział na szybko i jestem zmęczona. Dodałam go bo nie chciałam was zostawiać z jednym marnym 
rozdziałem. W tym pojawił się nasz Justin :3 i najlepsza przyjaciółka Alison - Nicol :*. Więc zostawiam was i do następnego  rozdział dobranoc ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz