niedziela, 25 sierpnia 2013

Chapter Five

Alison POV
Zostawił mnie. Samą. Podczas ulewy. Jakoś nie mogę się z tym pogodzić, że mnie tu zostawił. W jednej chwili wszystkie wspaniałe momenty prysły jak bańka mydlana. Teraz? Nie wiem jak wrócić. Telefon ładuje się w moim domu przez co odpada opcja zadzwonienia po kogoś. Może się wróci?
Oh Alison tacy nie wracają, za pewne myśli, że jesteś nic nie wartą suką. Dlatego Cię tu zostawił. -Skrytykował mnie cichy głos w mojej głowie. Siedzie na kamyku całą przemoknięta. Rozglądam się za jakąkolwiek pomocą. Nic. Zero. Pada, nie no sorry leje!  Jest ciemno, nic nie widać. Chyba będę musiała poszukać schronienia czy coś. Tak to dobry pomysł. Wstałam z kamyka  po czym otrzepałam ubrania z różnych roślin. Zaczęłam kierować się na wprost. Nigdy nie widziałam tego miejsca więc jest mi trochę trudniej. Znając moje szczęście będę poza miastem. Ugh...  Kiedy trafiłam do nieznanego mi dotąd miasta skierowałam się do najbliższego domu. Zapukałam kilka razy. Chwile odczekałam i drzwi się otworzyły. Pojawił się w nich wysoki, dobrze zbudowany brunet. Chyba skądś go kojarzyłam...
- Alison? - Zapytał tak samo zaskoczony co ja. - C-co ty tu robisz? Myślałem, że jesteś w Stratford...
Przede mną stał mój własny brat, którego nie widziałam ponad 3-4 lata . Wyładniał. Przez koszulkę widać było mu sześciopak, miał kolczyki i kilka tatuaży, włosy postawione na żel do góry i przystrzyżone boki. No nieźle nieźle.
- Tak ale JUSTIN BIEBER super dupek wywiózł mnie tu. Chciałam zapytać ile kilometrów jest do Stratford, a tu. Taka niespodzianka... Nie jesteś zły czy coś? - Szepnęłam ostatnie zdanie patrząc na niego spode łba.
- Jestem twoim bratem, Al. Nie mogę wieczność się na ciebie obrażać, a w ogóle wejdź do środka zaraz mi tu zamarzniesz! - Zaśmiał się pod nosem i złapał moją rękę prowadząc mnie do środka. - Więc jak tam w Stratford, Co u Nicole? Nadal się przyjaźnicie? Zmieniłaś prace? Mam nadzieje, że nie. - Wypytywał mnie szybko, a ostanie zdanie powiedział najciszej, ale ja i tak je usłyszałam.
- Hmm może po kolei? Stratford, jest dobrze małe miasteczko i nie uwierzysz! Chodzę tam do szkoły!- Pisnęłam. Wiedziałam, że będzie zaskoczony i nie myliłam się, tak było. - Wracając z Nicole się nie przyjaźnie bo rzuciła naszą przyjaźń dla dziewczyn, które dają dup. Pracy jeszcze nie zmieniłam ale coraz rzadziej to robię , a co? - Uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Chciałbym się Ciebie coś zapytać. Czy mogę się do Ciebie przeprowadzić? -  Szybko zmienił temat i na mnie zerknął, po czym zawstydzony spuścił głowę. Awwww.
- Jasne pakuj się i chodź! Weźmiemy twoje auto i pojedziemy do mnie! - Krzyknęłam uradowana skacząc na kanapie. Nie dziwcie się mi nie widziałam swojego brata przez 3-4 lata! Przebaczył Mi i chcę ze mną zamieszkać! Coś cudownego nareszcie czuje się wspaniale.
- To tak, dawno się spakowałem nawet sprzedałem dom. - Zaśmiał się.- Zawsze miałem nadzieje, że się pojawisz uśmiechnął się po czym wziął swoją walizkę, objął mnie ramieniem i wyszedł z mieszkania. Kiedy szukałam wzrokiem jego auta dostrzegłam znaną mi sylwetkę chłopaka.
- Justin.  - Szepnęłam
_________________________________________________________________________________
No i mamy Chapter Five!  Pojawił się brat Alison Nick ;D Nie długo dodam zdjęcia nowych bohaterów ( Mistq, Nick...) Oczywiście tamci nadal będą xd
Hah ten rozdział krótszy od reszty ale jest. Napracowałam się ;D. Dobra do zobaczenia w szóstym rozdziale :3.

sobota, 24 sierpnia 2013

Chapter Four

W tym rozdziale będę pisała troszeczkę inaczej ;). Mam nadzieje, że będzie okej. :)
_____________________________________________________________________________
Dziewczyna obudziła się w ciepłym kremowym łóżku. Kolejny dzień szkoły. Nadal się do tego nie przyzwyczaiła. W Vegas nie chodziła do szkoły. Od kiedy zamieszkała z rodzicami w tym mieście wszystko się zmieniło. Wpadła w złe towarzystwo, paliła, ćpała i piła. Tam zaczęła swoją robotę. Czasem jest na siebie zła za to że w ogóle się zgodziła. Zapewne gdyby nie wpadła w złe towarzystwo ( gdzie poznała Nicole ) nigdy nie straciłaby rodziny. Wtedy wszystkie wspomnienia ją dopadły, wszystko się jej przypomniało.
 Mała dziewczynka z długimi brąz włosami huśtała się na huśtawce w parku. Nie daleko, kilka metrów od niej bawił się z kolegą jej brat, Nick. Rodzice dziewczynki przyglądali się im z zaciekawieniem co raz się uśmiechając. Wszyscy byli szczęśliwi, z uśmiechem na twarzy.
          
        Trzynastoletnia dziewczyna szła właśnie w kierunku centrum handlowego z bratem i jej rodzicami. Zawsze byli wszędzie razem, zawsze się uśmiechali. Dziewczyna chociaż że była już nastolatką nadal lubiła chodzić do sklepu z rodzicami. Nie to co jej brat, kompletne przeciwieństwo. On? Nie lubił chodzić do centrum z jego rodzicielami. Wolał pójść do skate parku i pojeździć na desce z kumplami robiąc niebezpieczne triki. On i jego siostra byli bardzo ze sobą zżyci. Nie kłócili się jak inne rodzeństwa i chociaż że czasem pogrzebała mu w rzeczach pchała nos w nie swoje sprawy i tak zawsze ją kochał.

Po policzkach Alison spływały słone krople łez, ona sama nie potrafiła ich powstrzymać. Za długo skrywała wszystko w sobie. Teraz w jej życiu? Nie ma nikogo, myślała, że Nicole jest jej najprawdziwszą przyjaciółką. Rodziców, już nie ma. Brat ją zostawił obwiniając ją za wszystko. To był tylko niechciany wypadek. Nikt nie spodziewał się tego w życiu Black'ów. Szczęśliwa rodzina nagle przez jedną kiedyś grzeczną małą ciekawską dziewczynkę zamieniło się tylko w piekło. Rodzice się kłócili o to czy wywalić dziewczynę z domu, jej brat stawał się bardziej nerwowy przez to że Alison jest dla niego chamska i chłodna co nigdy się nie działo. Co ją zmieniło? Nowi znajomi? Narkotyki? Nikotyna? Alkohol? Nie wie. Zapewne wszystko po kolei. Dziewczyna ocknęła się z głębokiego rozmyślania , sprawdzając godzinę na zegarku. Dziesięć po siódmej. Brunetka wyszła z łóżka i przygotowała zwyczajny zestaw ubrań do szkoły.Nie miała na to ochoty ale wiedziała, że musi. Powoli skierowała się w stronę łazienki, kiedy dotarła do wyznaczonego miejsca umyła zęby i spięła włosy w luźnego koka po czym zdjęła z siebie piżamę. Weszła do kabiny prysznica włączając zimną wodę. Krople wody moczyły jej rozgrzane ciało powodując małą ulgę.  Wtarła w siebie kokosowy płyn do ciała po czym zaczęła je obmywać.  Wychodząc z prysznica wytarła się fioletowym ręcznikiem, po czym nałożyła na siebie wcześniej przygotowane ubrania. Wyszła z łazienki, wzięła swój plecak i spakowała potrzebne rzeczy. Szybko zbiegła po schodach i wyszła z domu. Dzisiaj miała zamiar się przejść, chciała odpocząć od samochodu i tak będzie go dzisiaj zapewne używać. Dwadzieścia minut później była już w szkole, nikt nie zwracał na nią uwagi bo każdy sądził, że to kolejna nudna normalna uczennica. Gdyby znali prawdę...- Pomyślała brunetka. Skierowała się do sali dwieście pięć. Lekcja muzyki. Zawsze pomagała jej się odprężyć, czuła się jakby znajdowała się wtedy tylko w świecie gdzie istnieją tylko teksty piosenek, nuty, instrumenty...  Lekcja minęła dość szybko, brunetka co raz uśmiechała się na lekcji z powodu słyszanej przez niej muzyki.  Wychodząc z sali wzięła swój plecak i podeszła do swojej szafki. Mistiq nie było dzisiaj w szkole podobno jest chora przez co dziewczynie się nudziło. Co raz widziała Nicole z nowym chłopakiem z drużyny koszykówki albo z plastikami. Nigdzie nie widziała Justina przez co bardzo się cieszyła ale w głębi duszy jakaś cząstka niej chciała go zobaczyć, dowiedzieć się czy wszystko okej i po prostu go przytulić...
 †
Wychodząc ze szkoły dziewczyna rozglądała się dookoła. Kilka minut temu dostała sms, że ma poczekać przed szkołą. Numer był nieznany więc nie wiedziała kto to. Trochę się bała ale starała się tego nie pokazywać. Kiedy stanął przed nią wielki czarny Range Rover delikatnie odskoczyła do tyłu z przerażenia. Z samochodu wysiadł znany jej dobrze chłopak. Justin...-Pomyślała.
-Wsiadaj. - Skinął głową na samochód po czym szybko wrócił na miejsce kierowcy. Dziewczyna usiadła na miejscu pasażera, zapięła pasy i zaczęła przyglądać się z ciekawością w chłopaka. On, czując jej wzrok na sobie lekko się speszył ale nadal udawał  twardego.
- W-więc...-Jąkała się Alison. Nie wiedziała co powiedzieć.- Dokąd mnie zabierasz? - Szepnęła ze spokojem. Justin.
- Na obiad shawty. Spokojnie wrócisz do domu cała i zdrowa. - Wymruczał i dalej skupiał się na drodze.
Dziewczyna jedynie uśmiechnęła się do siebie i zaczęła wpatrywać się w krajobraz za szybą. Na szybie co raz pojawiały się nowe kropelki deszczu, gdyż zaczęło kropić. Pogoda zapowiadała się ładna lecz nie teraz. Deszcz stawał się coraz mocniejszy z głośnym hukiem stukał w szybę. Para pojawiła się na oknie przez co dziewczyna nabrała małej ochoty na nim porysować. Zaczęła bazgrać różne nie znane nikomu wzory kiedy usłyszała spokojny głos Justina.
- Przestań to robić.
- Co robić? - Zapytała zdezorientowana dziewczyna. Kosmyki jej włosów spadały jej na twarz przez co musiała odgarniać je do tyłu.
- Nie rób z siebie idiotki. Przestań bazgrać mi na szybie suko. - Warknął i wrócił do kierowania.
Nazwał Cię suką, zrób coś! - Podpowiadał jej głosik w głowie. I tak zrobiła odezwała się przez co pogorszyło tylko jej sytuacje.
- Nie jestem suką, dupku. - Wypowiedziała każde słowo powoli przepełnione jadem.
- Wysiadaj. - Warknął.
- Co? - Szepnęła z niedowierzaniem Alison.
- Wysiadaj! - Wrzasnął uderzając pięścią w kierownice.
Zaskoczona reakcją chłopaka wyszła z samochodu zamykając drzwi. Myślała, że chłopak wysiądzie z nią, cokolwiek. Myliła się, odjechał i zostawił ją w nieznanym dla niej miejscu podczas strasznej ulewy.
Dzięki Justin...
_________________________________________________________________________________
Ten rozdział pisałam inaczej. Sądzę, że tak o wiele lepiej mi wychodzi i chyba tak już zostanie.
Co zrobi Alison? Czy Justin po nią wróci? 
Dużo się w tym rozdziale wydarzyło i mam nadzieje, że wam się podoba. No to do zobaczenia w następnym rozdziale ! :3

środa, 14 sierpnia 2013

Chapter Three

Kiedy dopiero zdałam sobie sprawę z tego co zrobiliśmy przeklęłam siebie w myślach. Teraz ten koleś będzie myślał, że ma nade mną kontrole. Dosłownie super!- Słyszycie ten sarkazm? Wracając... szybko się otrząsnęłam i ruszyłam na kolejne lekcje. Dwie pierwsze lekcje minęły mi dość szybko dzięki czemu byłam bliżej czasu mojej pracy. Nie zrozumcie mnie źle ale przez dość dłuuugi czas nie zabiłam NIKOGO, przez co moje emocje zaczęły ukazywać się światłu dziennemu, a ja? Stałam się małą dziewczynką. Tak mam tak zawsze, co mnie dobija. Z  moich rozmyśleń wyrwała mnie Nicole. Widać było jakby pieprzyła każde faceta pod rząd. Ohyda. Kurde Alison o czym ty myślisz?
- Hej Alison! - Krzyknęła piskliwym głosem. Czy to na pewno ona?
Powoli odwróciłam się do dziewczyny.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją przyjaciółką? - Popatrzyłam na nią spojrzeniem z półki ,, Czy ty stajesz się dziwką?! ''. Ta jedynie zaśmiała się piskliwym głosem.
- Posłuchaj mnie! Hihihihi.  Nie jestem już twoją przyjaciółką. Dołączam do ich elity. - Powiedziała po czym wskazała palcem grupkę śmiejących się plastików. Moja mina? Za pewne bezcenna. Nie kontrolowanie walnęłam ją w twarz.
- Przepraszam, ale nie rozumiem przekazu T-W-O-I-C-H   S-Ł-Ó-W.- Powiedziałam jak do kosmitki. Nicole spojrzała się na mnie jakbym miała trzy głowy, zarzuciła swoje blond włosy za ramie i poszła do swojej dotychczasowej "grupy". Kiedy odeszła szybko skierowałam się z plecakiem pod sale 69. Miałam tam lekcje przyrody. Wow czy to zbieg okoliczności czy coś? W ogóle dziwne, że mieli sale z takim numer! Przecież reszta jest powyżej 100. Oh  za dużo myślę. Poczułam rękę na moim ramieniu. Lekko podskoczyłam z przerażenia. Skierowałam wzrok na ładną brunetkę.
- Wystawiła Cię dla nich? Słyszałam, że dzisiaj przeleciało ją więcej facetów z tej szkoły niż  Cornel przez cały miesiąc, a uwierz Mi przeleciało tą dziwkę sporooo.- Zachichotałam z jej doboru słów i uśmiechnęłam się szczerze.
- Tak wystawiła mnie ale żyje się dalej no nie? - Powiedziałam optymistycznie.- Wracając jestem Alison. -Podałam jej rękę po czym lekko się uśmiechnęłam.
- Ah no tak! Zapomniałam się przedstawić jestem Mistique, ale mów mi Mistiq albo jak chcesz. - Puściła do mnie oczko po czym uścisnęła moją dłoń.
Zaczęłyśmy rozmowę uwierzcie Mi ale Mistiq jest strasznie rozgadana przez co nie brakowało nam tematu. Kiedy usłyszałyśmy dzwonek szybko wzięłyśmy swoje rzeczy  i weszłyśmy do klasy.  Miałyśmy właśnie lekcje z Panem Coltonem. Mężczyzna jest dość miły dzięki czemu jego lekcje są spokojne i dość ciekawe. Potrafi wytłumaczyć komuś wszystko dokładnie w 5 minut tak żeby wszystko zapamiętał. Raz widziałam Go w Tesco. Śmiesznie to wyglądało kiedy wybierał mleko. Uh tak wiem, że jestem dziwna... dla mnie po prostu takie rzeczy wydają się zabawne. Pan Colton właśnie mówił o przyszłym projekcie za tydzień. Projekt miał być w temacie ,, Jak oddychamy? '". Tak ten mężczyzna ma dziwne pomysły ale chociaż się nie nudzimy. Lekcja minęła dość szybko dzięki czemu ja i Mis ruszyłyśmy do szafek. Kiedy ja byłam już przy szafce moja nowa koleżanka  stała w jednym miejscu i patrzyła się na miejsce za mną jakby ujrzała ducha. Bezcenne. Powoli odwróciłam się żeby zobaczyć co jest przyczyną nagłego zatrzymania dziewczyny. Kiedy zauważyłam tam Justina po prostu miałam ochotę go postrzelić.
- Mrrr czy to twoja seksowna koleżanka? - Pochylił się nad moją twarzą tak że stykaliśmy się nosami. Jednak ja utrzymałam trzeźwość umysłu i szybko go odepchnęłam. Wzięłam swoje książki i skierowałam się w stronę koleżanki. On był chyba w dość mocnym szoku z powodu mojego zachowania. Nie dziwie się no bo jeszcze kilka godzin temu byłam gotowa pieprzyć się z nim na szkolnym korytarzu! Zimny dreszcz przeszedł po moich plecach.
- Misti wzięłaś już książki? - Uśmiechnęłam się do niej.
- Huh? A no tak miałam wziąć książki przepraszam. - Mruknęła. Wzięła swoje rzeczy po czym skierowałyśmy się w stronę klasy. Fizyka - Tak nigdy nie lubiłam tego przedmiotu. Byłam wykończona lekcjami, a tu co? NA SAMIUTKI KONIEC FIZYKA. Zastrzelę ich po prostu zastrzelę! Na lekcje więcej czasu rozmyślałam niż uczyłam się. Myślałam o tym co będzie z Nicole. No boo ona chyba nadal ze mną mieszka no nie? Ewww. Już sobie wyobrażam soboty ...
  Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jakiś nudny serial w TV. Kiedy usłyszałam otwierające się drzwi. Szybko skierowałam w ich stronę mój zaciekawiony wzrok. Zobaczyłam tam Boga Seksu - Justina Biebera i Nicole od tygodnia znaną za ,, Szkolną dziwkę '' lub ,, Odskocznie Justina ''. Moja "koleżanka" szybko skierowała się z Bieberem na górę. Już po kilku minutach całe mieszkanie było wypełnione ich jękami.
 - Panno Black! - Wrzasnął nauczyciel wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
Musiał chyba krzyczeć to wiele razy bo był czerwony jak burak.
- Co jest? Koniec Świata? Albo już wiem! Koniec pańskiej lekcji? - I tymi słowami Pan od Fizy zaprowadził mnie do dyra. Chciałam iść sama ale musiałam go dość mocno wyprowadzić z równowagi bo nie chciał mnie puścić. Kiedy staliśmy już przed dyrektorem znanym jako " Pan BIG-DUPA" odezwał się mój nauczyciel.
- Niech pan ją do kurwy nędzy wywali ze szkoły! Ta gówniara niszczy wszystkim lekcje do cholery! I nie!!! Koza kurwa tu już nie wystarcza! - Wrzasnął przez co chyba będzie trzęsienie ziemi.
- Słownictwo Panie MacBerry. - Powiedziałam z szatańskim uśmiechem.
- No widzi pan widzi?! Ta suka niszczy wszystko czego się dotknie!- O nie nie będzie mnie tak skurwiel nazywał.
Nie myśląc nad swoimi czynami walnęłam Pana MacBerry w twarz z pięści.
Wiesz że to nie pomoże tylko bardziej pogorszy sytuacje?-Odezwał się głos w mojej głowie. Ugh ma racje.
- Panno Black proszę już wracać do domu,a pan...- Splunął. - Niech szuka nowej roboty bo z tej zostaje pan zwolniony!-Podniósł głos. Słychać było to już na korytarzu. Skąd to wiem? Bo właśnie przemierzałam przez korytarz. Szybko doszłam do auta. Weszłam do niego odpaliłam i ruszyłam do domu. Kiedy byłam pod domem. Szybko wyłączyłam auto i skierowałam się do mieszkania. Otworzyłam ładne białe drzwi po czym wbiegłam do swojego pokoju.
To był trudny dzień...
Nie myśląc więcej położyłam się na łóżko, a Morfeusz zabrał mnie do krainy snów.
______________________________________________________________________
No i już mamy rozdział 3. Przepraszam, że kiepski ale w niedziele jadę do Warszawy i nie chciałam was zostawić z dwoma rozdziałami. W tym
rozdziale było małe Jlison ( Alison + Justin = Jlison ). Dużo się dzieje ;). Proszę o szczere opinie o moim blogu w komentarzach do zobaczenia  w następnym rozdziale !

niedziela, 4 sierpnia 2013

Chapter Two

 Patrzyłam na niego moimi oczami. On tylko się szyderczo uśmiechał... Do głowy przychodziły mi same Okropne scenariusze co może mi zrobić. Zabić? Zgwałcić? Może to i to? Nie wiem i wiecie co? Nie chcę wiedzieć. Z przerażenia wstrzymałam oddech i zacisnęłam powieki.
- Czyżby nasza mała "fair" się przestraszyła? Huh?- Szepnął swoim jakże denerwującym głosem prosto do mojego ucha. Brzydziło mnie to nie powiem, że nie. Co z tego, że był przystojny,seksowny... i mogłabym wymieniać dalej ale co z tego?! Był zboczeńcem? Pedofilem? Mordercą? Z rozmyśleń wyrwało mnie kolejne zdanie wydobywające się z jego ust. - A może... To nie ty jesteś Tą Niebezpieczną Fair? - Uśmiechnął się szyderczo.
 - To jestem ja i wiesz co TO moje miasto. To JA się tu urodziłam. Nie wiem człowieku skąd się tu wziąłeś ale wiedz, że ze mną się nie zadziera.-Prychnęłam. Poczułam nagły przypływ Odwagi? Tak chyba tak. - Do zobaczenia w szkole chłoptasiu.- Mrugnęłam do chłopaka po czym zaczęłam kierować się w stronę mojego domu. Przyznam miałam załatwić interesy  ale teraz jakoś mi się odechciało... Jedyne na co miałam teraz ochotę to położenie się do mojego jakże wygodnego łóżeczka. Musiałam się bardzo zamyślić bo nawet nie spostrzegłam, że byłam już w domu i kierowałam się do pokoju. Tak wiem jestem dziwna. I to bardzo ale nic nie zrobię taka już jestem! Nie zastanawiając się nad tym dłużej od razu położyłam się na moje łóżko po czym zamknęłam oczy. Nie minęło nawet kilka minut, a Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy...
_____________________________________________________
 Obudziłam się z rana strasznie zmęczona ale co zrobię? Muszę iść do szkoły... Jednym zwinnym ruchem wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do garderoby. Wzięłam pierwsze lepsze ubranie i skierowałam się do łazienki. Szybko zdjęłam z siebie wczorajsze ciuchy i wrzuciłam je do kosza na brudy. Potem zwinnie wskoczyłam do kabiny i zaczęłam się myć. Po skończeniu rannej toalety ( wiecie prysznic mycie zębów nakładanie ubrań itp.) Wyszłam z łazienki. Szybko skierowałam od się na dół wziąć mój plecak. Kiedy miałam go już na plecach po czułam wibracje w mojej prawej kieszeni oznaczające telefon. Szybko odebrałam nie zwracając uwagi na to kto dzwonił.
- Halo? - Warknęłam.
- Więc teraz tak witasz swoją przyjaciółkę kiedy stoję przed drzwiami twojego domu i czekam na otworzenie? - Zapomniałam... To dzisiaj. TO ten dzień w którym Nicol miała wrócić ze swojego "zadania". Szybko się rozłączyłam i otworzyłam drzwi na oścież z promiennym uśmiechem.
-Nicol! KOCHANIE!- Wrzasnęłam przez co kilka ludzi idący za pewnie do pracy lub szkoły popatrzyli się na mnie jakbym miała trzy głowy. Idioci.
- O MÓJ BOŻE KOTEK! Jak dawno Cię nie widziałam! - Wrzasnęła, a potem razem ze mną wybuchła śmiechem. Uwielbiałyśmy ściągać na siebie uwagę i zachowywać się jak  lezby. Tak tak jesteśmy chore.
Przeniosłam ciężar na lewą nogę po czym zaczęłam jej się przyglądać. Nawet nie zauważyłam, ze była przygotowana do szkoły! Oh Głupia Ja. Popatrzyłam się raz na nią raz na jej samochód dając jej do zrozumienia, że musimy już jechać ta jedynie pokiwała głową po czym szybko pobiegła do auta. Ja jedynie zamknęłam dom po czym razem z nią wsiadłam do samochodu. Szybko go odpaliła i wjechała na drogę. Wiedziałam, że jesteśmy spóźnione no ale co zrobię? My już takie jesteśmy. Zaśmiałam się w duchu. Kiedy byłyśmy już na miejscu szybko wysiadłyśmy z auta i pobiegłyśmy w stronę szkoły. Wchodząc do niej skierowałyśmy się do mojej szafki. Nic (jak ją czasem nazywałam) miała szafkę obok mnie więc nie musiałyśmy biegać, np. na drugie piętro. Byłyśmy też razem w klasie przez co nauczyciele za pewno nie będą szczęśliwi... Otrząsnęłam się i razem z moją BEST FRIEND weszłyśmy do klasy  od angielskiego, którą mieliśmy z panią wielka-łeb-mała-dupa (ktoś tam z klasy ją tak nazwał i wicie tak już zostało). Wszyscy z klasy łącznie z naszą drogą nauczycielką skierowali wzrok na nasze osoby.
- O panienka Black i jej koleżanka Alctin . Jak się ciesze, że was widzę.-Powiedziała z pogardem w naszą stronę nadal zapisując coś na tablicy. Suka.
- Tak też się ciesze, że panią widzę. - Uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam z Nicol do ostatniej ławki. Szybko zajełyśmy miejsca po czym "starałyśmy się" skupić na lekcji angielskiego. Po około 10 minutach? Zadzwonił dzwonek wyrywający nas z tej okropnej klasy.  Od razu skierowałam się do swojej szafki nie zwracając większej uwagi czy Alctin idzie za mną gdyż  teraz miała chemia, a ja matematykę. Dwa znienawidzone prze ze mnie przedmioty pod rząd? Świetnie tak dalej! - Krzyknął głos w mojej głowie. Dosłownie kapał z tych słów sarkazm. Czuliście to? Tak? To piątko bo ja także. Wzięłam książki od matmy po czym skierowałam się pod sale 305 gdzie miały odbyć się lekcje. Nawet nie zauważyłam kiedy obok mnie usiadł jakiś chłopak. Ehh ten mój pech. Z zamyślenia wyrwał mnie głośni głos dzwonka zapowiadający początek lekcji. Czyli tak ma być zawsze? Ten chłopak musi już tutaj siedzieć? Oczywiście! Co się jeszcze nie domyśliłaś?!-Prychnął mały irytujący głos w mojej głowie. Do środka sali weszła pani Clark i od razu zaczęła wypisywać coś na tablicy. Nie miałam najmniejszego zamiaru patrzeć co tam pisze chociaż wiem! Temat lekcji, ależ ja bystra! Spoliczkowałam się w moich myślach i wróciłam do gapienia się w mój zeszyt. Tą jakże ciekawą czynność przerwał mi mój "kolega" siedzący obok.
- Więc witaj Fair ponowie.- Wyszeptał mi do ucha. Sądzę, że w tej chwili oczy wyleciały mi z orbit. - Jestem Justin. Justin Bieber kochanie.-Zamruczał do mojego ucha. Jeżeli powiedziałabym, że to jest Okropne skłamałabym. To było wspaniałe uczucie tym bardziej, że ten chłopak był jakże pociągający. STOP! O czym ty myślisz dziewczyno?!
- Ja jestem Alison. Alison Black. - Prychnęłam i zaczęłam skupiać się lub próbowałam. Nie dziwcie się mi! Gdyby obok was siedział jakiś jakże tajemniczy, seksowny za pewne Bóg Seksu o zniewalającym zapachu perfum też nie mogły byście się skupić. Z piekła wyrwał mnie dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Nareszcie... Szybko spakowałam swoje rzeczy po czym wybiegłam z klasy. Podbiegłam do mojej szafki i schowałam w niej wcześniejsze książki po czym znowu ją zamknęłam. Rozejrzałam się do około szukając wzrokiem niskiej blondynki. Nic zero! Nigdzie jej nie ma. Cholera. Dzisiejszy dzień jest okropny. Spokojnym krokiem poszłam do damskiej łazienki ale kiedy usłyszałam czyiś głos po prostu mnie zamurowało w dodatku, że To coś odbywało się w łazience. Ewww.
- Oh Pieprz mnie!- Usłyszałam głos Nicol i na serio nie wiedziałam co zrobić. Wejść tam i ryzykować zobaczenie tego na własne oczy czy zignorować to, że ktoś pieprzy moją przyjaciółkę i iść dalej? Chyba wybiorę to drugie. I w tej chwili można uznać mnie za samolubną ;).
Siedziałam na kanapie w domu Troy'a. Uśmiechałam się oglądając mój ulubiony film ,, Patrz przed siebie ''. Właśnie leciała scena kiedy dziewczyna szła ulicą spoglądając na swoje buty i nie myśląc co może się stać i wtedy... PRZEJECHAŁ JĄ SAMOCHÓD. Nie wiem czemu ale zawsze kiedy to widziałam wybuchałam śmiechem teraz też tak było ale kiedy usłyszałam wiązankę przekleństw dochodzących z kuchni od razu ucichłam. I wiecie co wtedy zrobiłam? Zamiast iść do mojego chłopaka i się o niego troszczyć po prostu mówiłam sobie :  Nic nie rób. Nic Ci się nie stało. To co stanie się innym nie jest ważne. Najważniejsze jest to co stanie się z Tobą samą. 
Tak w tamtej chwili byłam chamska i to bardzo. Jeżeli wiedziałabym, że mam zabić Troy'a po prostu bym do niego podeszła. Nie wiedziałam tego, więc nic nie zrobiłam... Od razu zaczęłam iść w stronę sali od matematyki. Chociaż, że w tym momencie nie miałam na to najmniejszej ochoty.  Kiedy wędrowałam "prawie" pustymi korytarzami poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Szybko się odwróciłam i spojrzałam w Jego stronę. Ten jedynie przycisnął mnie bardziej do ściany wywołując u mnie ból w plechach. Zaczął obdarowywać moją szyje  lekkimi pocałunkami. Jego pełne malinowe wargi delikatnie dotykały moją skórę. Potem zaczął ją lizać i ssać. Nie powiem ale bardzo mi się to podobało poddałam się. Chłopak spojrzał w moje oczy i szybko pocałował moje usta. Na początku tego nie odwzajemniałam ale potem po prostu  moje usta same chciały więcej i zaczęły je odwzajemniać.  W brzuchu poczułam stado motyli co było dla mnie dziwnym uczuciem. Nigdy tego nie doznałam. Zaczęliśmy wkładać w nasz pocałunek więcej uczyć. Justin zjechał swoimi rękoma na moją pupę i mocno ją ścisnął przez co nabrałam do ust dużo powietrza. Bieber korzystając z sytuacji włożył nachalnie swój język do moich ust co wywołało po między naszymi językami "walkę"? Tak to dobre słowo. Szybko oderwaliśmy się od siebie żeby nabrać powietrza ale tym razem zamiast znowu się całować Justin oparł swoje czoło o moje. Przez chwile patrzyliśmy się sobie oczy po czym Justin szepnął wprost do mojego ucha.
-Dobrze całujesz shawty.-Mruknął po czym najnormalniej na świecie odszedł zostawiając mnie samą na środku korytarza. Stałam tam jak kołek przyglądając się znikającej postaci chłopaka zastanawiając się co ja właściwie zrobiłam. Byłam po prostu w szoku.
_________________________________________________________________________
   No jest późno bo 22 a ja dodaje wam jak na razie drugi rozdział. Miało go nie być ale się jakoś postarałam <3. Mam nadzieje, że 
chociaż wam się podoba bo robiłam rozdział na szybko i jestem zmęczona. Dodałam go bo nie chciałam was zostawiać z jednym marnym 
rozdziałem. W tym pojawił się nasz Justin :3 i najlepsza przyjaciółka Alison - Nicol :*. Więc zostawiam was i do następnego  rozdział dobranoc ;*

ZAWIESZAM

Przepraszam was że nie dodałam jeszcze 2 rozdziału ;o. Na serio mi przykro myślałam, że będę miała wenę i wiecie coś napisze. Ale NIC ZERO. Zawieszam z powodu, że nie będzie mnie na 2 tygodnie i nie będę miała internetu jutro już będę jechać więc. Bardzo Mi przykro i do zobaczenie do następnego rozdziału.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Chapter One

Obudziłam się z rana - Codzienność.  Po 5 minutach leżenia w moim jakże ciepłym łóżku, po woli, małymi kroczkami się z niego wyczołgałam. Kierunek - Garderoba. Kiedy weszłam do jednego z pomieszczeń w moim domu, wzięłam bieliznę i najnormalniejszy zestaw ( bez torebki).  Po wzięciu potrzebnych dla mnie rzeczy powędrowałam do łazienki. Pierwszy krok...Drugi krok...Trzeci krok... Licząc moje kroczki poszłam do tak zwanej "toalety". W środku od razu zrzuciłam z siebie piżamę i weszłam do kabiny prysznica. Zimne krople wody uderzały w moje nagie ciało. Czułam się jak w niebie. Nie musiałam nikogo udawać...byłam po prostu sobą. Oczywiście nawet te najlepsze chwile mają swój koniec. Wyszłam z prysznica  i od razu wytarłam się moim puszystym fioletowym ręcznikiem. Potem zrobiłam sobie lekki makijaż i niechlujnego koka, po czym nałożyłam na siebie bieliznę i wcześniej przyszykowane ubrania. Kiedy byłam gotowa powędrowałam do kuchni. Przygotowałam sobie lekkie śniadanie. Po zjedzonym posiłku włożyłam miskę do zmywarki. Kolejnym kierunkiem był hol. Dlaczego? Bo musiałam chodzić do szkoły i udawać najnormalniejszą  nastolatkę. Wracając. W korytarzu nałożyłam moje czarno-zielone vansy po czym z plecakiem wyszłam z domu. Oczywiście nie obeszło się bez zamykania drzwi frontowych. 
   Kierunek - Garaż. Miałam zamiar przyjechać do szkoły moim czarnym lamborghini z przyciemnianymi szybami. No co? Muszę mieć nie złe wejście! Po wejściu do mojego jakże pięknego autka odpaliłam silnik i wyjechałam na pustą drogę. Do szkoły miałam 15 minut samochodem. Może krócej gdyż podczas jazdy osiągam 290 na godzinę, więc tak czy siak znalazłam się tam szybko.  Nie obyło się bez zaciekawionych spojrzeń innych ludzi na moje lamborghini. Jakby nigdy nic wysiadłam z samochodu po czym wyłączyłam cały jego system. Szybko skierowałam się w stronę wejścia. Oczywiście w środku ludzie patrzyli na mnie z zaciekawieniem, co raz słyszałam jakieś szepty ale to nic. Każdy wie, że jestem od niego lepsza. Większość ludzi ( czyli chłopaków) gapiło się na a) mój dekolt b) moją dupę. Skierowałam się do sekretariatu gdzie odebrałam plan lekcji i różne CIĘŻKIE książki. Od tego momentu zaczyna się udawanie miłej słodkiej niewinnej dziewczynki. Koszmar... 
- Um. Dzień Dobry? - Szepnęłam. 
-Panienka Alison Black? - Kobieta spojrzała na mnie z pod jej czerwonych okularów. Przytaknęłam  pokazując mały niewinny uśmiech. Wow powinnam zapisać się do teatru. Dyrektorka tylko zapisała coś w jakimś notesie i wskazała mi na drzwi. Rozumiejąc jej gest wyszłam na korytarz.  I tak zaczęło się szukanie mojej szafki.  Co raz rozglądałam się w prawo i lewo powtarzając sobie jej numer. Po około 10 minutach  (tak wiem dość długo) znalazłam swoją szafkę. Wrzuciłam do niej książki z których w tym czasie nie będę korzystać po czym zamknęłam ją i zaczęłam szukać sali od matematyki. Dopiero teraz zauważyłam, że korytarz jest pusty.
No tak Alison pierwszy dzień a ty już jesteś spóźniona.-  Szepnął irytujący głosik w mojej głowie. Na szczęście po kilku minutach? znalazłam klasę 314. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do klasy. Wszyscy (dosłownie) skierowali wzrok na moją osobę.  Ja natomiast nie zwróciłam na to większej uwagi i tylko szepnęłam coś dla nauczyciela, po czym  skierowałam się do ławki na końcu sali. Kiedy do niej dotarłam rozpakowałam się i (oczywiście) usiadłam na krześle.  Starałam się skupić na słowach Pana Cambela (czyt. Kambela). Lekcja minęła mi zaskakująco szybko ale co się dziwić? Większość lekcji ominęłam na szukaniu mojej szafki! Tu jest ich chyba z tysiąc. Wracając... Reszta zajęć minęła równie szybko dzięki czemu szybciej dotarłam do domu. 
______________________________________________
Otworzyłam białe drzwi od mojego domu. Był ładny i przytulny chociaż że nie miał basenu lub kilku pięter (bardzo bym tak chciała ;o). Nie miałam zamiaru odrabiać lekcji bo po co? I tak zapewne na większość lekcji nie będę chodzić przez sprawy biznesowe...  Kiedy weszłam do kuchni zaczęłam robić sobie spaghetti bolognes. Nie obyło się bez makaronu na podłodze... No co? Jestem dość słabą kucharką. Na moje szczęście obiad był gotowy po 34 minutach przez co nałożyłam sobie jedzenie na talerz i usiadłam do stołu zajadając się spaghettim.  Po zjedzonym posiłku włożyłam talerz do zmywarki i poszłam się przebrać gdyż nadeszła godzina mojej pracy. Nałożyłam na siebie ubrania, Kiedy byłam gotowa zeszłam na dół i wyszłam z domu. Mojej małej chatki tym razem nie zamykałam gdyż dom Maksa był tylko kilka ulic stąd. 
_______________________________________________

Robiło się ciemniej, ja co raz odwracałam się do tyłu gdyż słyszałam czyjeś kroki. Potem zaczęłam to ignorować myśląc, że to jakiś przypadkowy przechodzień. Kiedy poczułam rękę na moim ramieniu po prostu byłam sparaliżowana strachem... stałam tam jak kołek i nic nie mówiłam. Czułam czyiś ciepły oddech na mojej skórze. Chłopak jak zauważyłam odwrócił mnie w jego stronie tak że staliśmy do siebie twarzami. Nie znałam Go, Nie wiedziałam Kim jest, a najważniejsze Nie wiedziałam czego chcę. Jedyne co mogłam dostrzec to jego czekoladowe oczy w których można było się zatopić, jego pulchne różowe usta stworzone do całowania i jego piękne gęste czarne brwi.
Alison! Ty padalcu! Ten człowiek chcę Ci coś zrobić, a ty go komplementujesz?! Ciebie powaliło zrób coś! - Skrytykował mnie mały irytujący głosik w mojej głowię. Chociaż... teraz miał racje zamiast coś zrobić zatapiałam się w jego czekoladowych oczach! 
- Witaj Fire. - Powiedział seksownym ochrypłym głosem... Widziałam jego piękny łobuzerski  uśmiech. STOP! Alison uspokój się! 
Jak masz się uspokoić jak jakiś chłopak wie kim jesteś! - Wrzasnął głos w mojej głowie. Ja tylko patrzyłam się na chłopaka sparaliżowana strachem z wytrzeszczonymi oczami. Nie wiedziałam co się dzieje... Zapominałam gdzie jestem...
__________________________________________
No i mamy pierwszy rozdział! Jest dość długi z czego się ciesze i mam nadzieje, ze wy również :). Dodałam kilka fragmentów których nie powinno być więc mam nadzieje, że się cieszycie. Sądzę że rozdział wyszedł dobrze teraz zostaje tylko wasza ocena w komentarzach :). Do zobaczenia w następnym rozdziale!

Prologue


Wspomnienia będą pisane  kursywą. Dziękuje za Uwagę.
________________________________________________

-Masz forsę Troy?-Zapytała szorstkim głosem.
-Nie wierze, że jesteś taka podła! Ja Ciebie Kochałem!- Zignorował pytanie dziewczyny. 
Patrzył się na nią  wzrokiem pełnym bólu i rozczarowania.
- Udawałam.- Prychnęła.
-Więc to ty jesteś...-Nie zdążył dokończyć zdania  gdyż kula od pistoletu już przebijała jego czaszkę.  Sama muszę przyznać, że jego śmierć była okrutna ale ona to uwielbiała.Zabijała żeby przetrwać.
Dostawała za to mnóstwo kasy. Gdyby zrezygnowała straciłaby wszystko łącznie z własnym życiem...
______________________________________________________________________
No i mamy prolog! Mam nadzieje, że się podoba ;). Ja osobiście jestem z niego dumna bo jeszcze nigdy nie pisałam prologów ;D. Planuje jeszcze dzisiaj dodać pierwszy rozdział bo mam go już napisany! Więc spodziewam się pod prologiem kilku komentarzy : D. Dziękuje za wejścia i wgl ;D.